Menu

Katarzyna Krzan

Blog autorski: książki czytane nocą

Śpiewem roztrwaniała łzy

catarina78

Śpiewem roztrwaniała łzy, bo tylko dzięki melodiom z głębi serca potrafiła odegnać smutek z piersi. Była wysuszona niczym trawnik przed deszczem, a jednak wciąż znajdowała w sobie słone krople, które wypalały jej oczy. Nie mogła przez to spać, powieki skrzypiały, gdy próbowała nimi zasłaniać oczy. Nie to jednak było najprzykrzejsze. Wspomnienia. Te dopadały ją w najmniej oczekiwanym momencie.

A kiedyś była taka piękna, zdrowa i mądra. Każdy jej zazdrościł talentów, każda chciała być taka jak ona. Wygrywała konkursy, zawsze na pierwszym miejscu. Zawsze na początku. Zgłaszała się do wszystkiego, lubiła być znana. Z najdłuższych nóg, najpiękniejszych włosów, smukłych palców, urzekającego spojrzenia. Matka posyłała ją na konkursy piękności kiedy miała niespełna dwa lata. Uwielbiała to. Nauczyła się chodzić na szpilkach, gdy miała zaledwie pięć lat. Robiła to z doskonałą gracją. Dumnie wyprostowana, pamiętająca o piętach, napięciu łydek, uniesionym podbródku. Doskonała w każdym calu, dowolnym milimetrze gładkiej skóry. Napinała mięśnie, dokładnie tak jak chciała. To były cudowne dni. Panowała. Nad ciałem, losem, nad wszystkim.

Potem pojawił się on. Zdominował przestrzeń, zabierał coraz więcej miejsca. Poddawała się mu, zafascynowana. W końcu odebrał jej matkę. Musiała radzić sobie sama. Z daleka patrzeć, jak są szczęśliwi. Nie poszła na ślub. To ona miała być jego wybranką, a nie przybraną córeczką. Wyjechała. Byle daleko. Sama. Mama prosiła, by została, by byli rodziną. Ale stała się dla niej konkurentką. I wiedziała, że prędzej czy później, on wybierze młodszą. To złamałoby serca wszystkim. Matce na pewno. Wolała jej tego oszczędzić. Swoje serce miała jeszcze szansę podratować, byle tylko on nie był w pobliżu.

Znalazła nowy dom, w innym kraju, innym mieście. Tam kochali ją tak samo, a może jeszcze bardziej. Potrafiła panować nad ciałem, kazać mu robić co tylko chciała. To bardzo pomagało. Było jej narzędziem. Dzięki niemu nie musiała nawet pracować. Wystarczyło pokazać się w odpowiednim miejscu w odpowiednim towarzystwie. Wszystko się udawało. Dostawała propozycje, nie martwiła się o noclegi, jedzenie, a jadła w najlepszych restauracjach.

Wszystko do czasu. Bowiem wszystko ma swój kres.

Zakochała się. Jak jeszcze nigdy. Portret księcia, który stał przy boku matki zbladł w obliczu nowej miłości. Ale ta okazała się jeszcze trudniejsza. Czy dziewczynie łatwo kochać dziewczynę? W tęczowym świecie pewnie tak, ale jej był czarno-biały. To, co odkryła w sobie, gdy po raz pierwszy ujrzała tą jedyną, zachwiało jej światopoglądem. Jej ciało po raz pierwszy odmówiło posłuszeństwa i zapałało pożądaniem, które rosło dzień po dniu. Nie myślała o niczym, tylko o Niej. Zwyczajnej kelnerce z baru, która w dodatku była mamą samotnie wychowującą synka. Jak zbliżyć się do niej, jak pocałować w spocony mozolną pracą kark? Jak?

Przychodziła do baru codziennie, nie miała już czasu na eleganckie przyjęcia, straciła wielu znajomych, którzy wkrótce o niej zapomnieli, znajdując inną ozdobę salonów. Zaczynało brakować jej pieniędzy, przecież nie pracowała. Żyła miłością i tęsknotą. Zamawiała kawę i patrzyła jak dłonie dziewczyny stawiają przed nią spodek i filiżankę. Marzyła, by muskać je ustami, powoli prowadzić jej dłonie między swoje uda i wzdychać z rozkoszy. Wchłaniała jej zapach, gdy przechodziła obok, w wyobraźni gładziła jej nagie plecy i piersi. Na samą myśl o nich robiła się gorąca, musiała wychodzić do toalety, by w ciasnej kabinie kończyć samotnie to, co mogłaby robić z kelnerką, gdyby ta tylko zrozumiała, o co jej chodzi. Dlaczego przychodzi i patrzy na nią.

Pewnego wieczoru, gdy bar był już pusty, została, czekając na zamknięcie. Znała już doskonale jej rozkład dnia i wiedziała, że dziś jest ten wieczór, kiedy kelnerka sama zamyka lokal. To była jej nadzieja. Nie miała już nic. Z czynszem zalegała od dwóch miesięcy, wiedziała, że wkrótce ją wyrzucą, a nie miała gdzie mieszkać. Marzyła, by zamieszkać z nią i jej małym synkiem. Mogłaby się nim opiekować, gdy jej ukochana była w pracy. Byłyby razem takie szczęśliwe.

- Będziemy zaraz zamykać… - uprzejmie zwróciła jej uwagę kelnerka, sprzątając ze stolika.

- Wiem, pomogę pani – powiedziała, choć miała na myśli coś znacznie więcej, niż tylko pomoc przy sprzątaniu.

- To bardzo miłe z pani strony. – Kelnerka uśmiechnęła się, a ją przeszedł rozkoszny dreszcz. – Ale poradzę sobie. Co by szef powiedział…

- Ale jego tu nie ma. – Wstała i postawiła krok do przodu, tak, by być jak najbliżej jej twarzy. Czuła jej oddech i aż zakręciło jej się w głowie. Może od gwałtownego ruchu, a może od przypływu endorfin. Nie mogła się powstrzymać i wyciągnęła dłoń, by pogłaskać twarz dziewczyny. Tą zdziwił ten gest, ale poddała mu się, trochę ze zmęczenia ciężkim dniem,  a trochę z przekonania, że z rąk stałej klientki nic jej nie grozi. Poza tym dawno nikt jej nie dotykał. Przymknęła nawet lekko powieki. Dotyk był miły, przyjacielski, poddała mu się.

Dla zakochanej w niej kobiety było to zaproszeniem, o którym marzyła w śmiałym snach. Oblizała usta i delikatnie dotknęła nimi warg dziewczyny. Ta nie zaprotestowała, odchyliła jedynie głowę, by dać więcej miejsca pocałunkowi. Zadrżały obie, gdy ich usta zespoliły się we wspólnym rytmie. Rozdzieliły się dopiero, gdy zabrakło im tchu, spojrzały sobie w oczy i zatonęły w jeszcze głębszym pocałunku.

Wplotła dłonie w jej włosy i omal nie straciła przytomności z rozkoszy. Dziewczyna poddawała się jej, chciała tego, co ona! W jej uszach rozbrzmiały anielskie dzwony. Gdyby teraz ktoś się pojawił w pobliżu na pewno nie zwróciłaby na to uwagi. Czas stanął w miejscu, gdy drżącymi rękami skradała się pod jej bluzką do zapięcia stanika. Łatwo dał się odpiąć, a ona dostała dostęp do jej cudownych piersi, które czekały tylko na dotyk. Znalazła napięte brodawki i musnęła je lekko koniuszkami palców. Dziewczyna jęknęła z głębin swego ciała. Teraz już wiedziała, że będzie jej.

Szybko rozpięła guziki jej bluzki i spojrzała na uwolnione ciało. Poczuła się jak zdobywca ośmiotysięcznika. Oto po miesiącach zmagań, jest wreszcie na szczycie, wystarczy teraz tylko zatknąć flagę. Zsunęła z ramion jej bluzkę i stanik, delikatnie przesunęła dłonią na skraj spódniczki. Popatrzyła na nią jeszcze raz. Z twarzy dziewczyny odczytała pragnienie. Wsunęła więc dłoń pomiędzy jej uda, nieco nieporadnie, bo nigdy nie robiła tego kobiecie, ale sama chciałaby być tak dotykana. Dziewczyna jakby na to czekała, odsunęła się i usiadła na najbliższym stoliku, rozchylając uda. Zakręciło się jej w głowie. To dzieje się naprawdę!

Dziewczyna przyciągnęła ją do siebie, zsuwając z jej ramion sukienkę. Nie miała na sobie bielizny. Nie nosiła jej, lubiła czuć swoje ciało ocierające się o gładki materiał. W jednej chwili stała więc zupełnie naga przed swoją ukochaną. Poczuła lekkie onieśmielenie. Nie znała tego uczucia. Kochała swoje ciało, nie wstydziła się go, bez najmniejszego skrępowania rozbierała się publicznie, czy to do sesji zdjęciowych, czy zwyczajnie podczas przyjęć, gdy ktoś chciał ją zobaczyć nagą. Nie potrzebowała ubrania. Teraz jednak poczuła się nieco dziwnie. Przed nią siedziała na stole półnaga dziewczyna w samej tylko spódnicy i wyciągała do niej ręce. Chciała ją kochać, mocno, aż do zatracenia.

Położyła dłoń na jej piersi i zaczęła ją pieścić. Tamta chwyciła ją za głowę przesuwając w kierunku swoich sutków. Dotknęła ich językiem. Były tak rozkosznie słodkie, zaczęła je całować, coraz mocniej i mocniej, podczas gdy jej dłoń znów znalazła się między udami dziewczyny. Było tam nadzwyczaj ciepło i mokro. Wsunęła w nią palec, jęknęła, wsunęła drugi, jęknęła głośniej i bardziej rozchyliła uda. To było niesamowite, niemalże czuła to, co i ona. Całowała teraz jej szyję, twarz, oczy, wracając na powrót do spragnionych ust.

Dziewczyna była bliska omdlenia, ale oddawała pieszczoty z równą namiętnością. Także poczuła jej dłoń na piersi i palce rozchylające właśnie delikatne płatki między jej nogami. Prąd, który wydostał się z tamtego miejsca uderzył jej do głowy. Zachwiał się, ale dziewczyna ją przytrzymała. Były już teraz tak bardzo blisko, ich ciała niemalże się zlewały w jedno. Oddychały w jednym rytmie. A gwiazdy, które po chwili eksplodowały w jej mózgu, sprawiły, że straciła panowanie nad ciałem i upadła całym ciężarem na dziewczynę, która wiła się teraz pod nią na stoliku. Ich dłonie przestały się poruszać, a ciała zastygły, jakby ktoś odciął nagle prąd. Trwało to całą wieczność, zanim wróciło im czucie w ciałach i mogły się poruszyć.

To było jak przebudzenie ze snu. Patrzyły na siebie, jakby widziały się po raz pierwszy, mrugając szybko powiekami. Podniosła się i pomogła jej wstać. Było coś dziwnego w całej tej sytuacji. Jeszcze przed momentem umierały razem, teraz obudziły się na nowo, inne, zaskoczone sobą.

- Lepiej już idź – powiedziała do niej.

- Tak – przytaknęła, sięgając po sukienkę, sponiewieraną na podłodze. Raczej nie nadawała się już do założenia, ale wciągnęła ją na siebie.

Dziewczyna odwróciła się, założyła stanik, bluzkę, obciągnęła wymiętą spódniczkę.

Podeszła do stolika po swoją torebkę, odwracając się, chciała coś powiedzieć, o swoich uczuciach, o miłości, o wspólnym życiu, napotkała jednak jej wrogi wzrok.

- Wynoś się stąd, ty stara lesbo, nie chcę cię tu więcej widzieć!

Usłyszała, a słowa wbiły się w nią niczym rozżarzone sztylety. Zgięła się wpół i zwymiotowała na podłogę, niemal u stóp dziewczyny.

Nie pamięta, jak wróciła do domu. I tak ją zresztą wkrótce z niego wyrzucili. Nowego nie szukała.

© Katarzyna Krzan
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci