Menu

Katarzyna Krzan

Blog autorski: książki czytane nocą

Zofia Stanecka Troja. Historia o upadku miasta

catarina78

Zofia Stanecka Troja. Historia o upadku miasta, Egmont 2017

 

Pamięć o wojnie trojańskiej przetrwała dzięki eposowi Homera. Ta niezwykła fabularnie opowieść przez wiele wieków zasilała wyobraźnię Greków, współtworząc jedną z najbardziej rozbudowanych mitologii świata. Wątki homeryckie wciąż są żywe, odnajdujemy je w niezliczonych dziełach sztuki, literatury, tekstach kultury.

Misją wydawnictwa Egmont stało się przybliżenie najmłodszym czytelnikom tych ważnych kulturowych motywów. Seria książek „Czytam sobie” przypomina popularny zestaw książeczek do nauki czytania wydawnictwa Usborn, podzielonych na poszczególne poziomy i zakresy słownictwa. „Troja” Zofii Staneckiej, znanej z mistrzowskiej Basi, należy do tak zwanego Poziomu 2 „Składam zdania”. Dziecko na typ etapie ma już umieć odczytać 800-900 słów w tekście, a co najważniejsze – zrozumieć, co czyta. Do tego zawarto dodatkowe, typowe dla języka polskiego ćwiczenia z naszymi głoskami i sylabizowaniem. Pomysł zacny  i z pewnością budzący dreszcz podniecenia u ambitnych rodziców. Sama takowy poczułam, mając córki na różnych etapach szkolnej edukacji i mając świadomość, że grecka mitologia przewija się dosyć często w nauczaniu języka polskiego, a potem historii.

Książeczka Zofii Staneckiej przeznaczona jest jednak dla dzieci w wieku 5-7 lat, a więc będących dopiero na początku nauki czytania. Jako kulturoznawca z nadzieją pokazałam książeczkę córce: zapozna się z uproszczoną wersją eposu, pozna wątki, postaci, będzie mądrzejsza. Duża czcionka i kolorowe ilustracje wróżyły czytelniczy sukces. A jednak już po pierwszych stronach pojawił się zgrzyt. Nagromadzenie bohaterów i nazw, które nic dzieciom w tym wieku nie mówią: Olimp, Gaja, Zeus, Hera, Hades, Posejdon, Ares, Atena, Mykeny i Sparta. Dla dziecka słowa te brzmią jak magiczne zaklęcia. Potem dochodzi jeszcze Hektor, Deifobos, Kasandra i Parys, no i oczywiście nie do przeczytania Menelaos i Agamemnon. Oczywiście nie jestem za uproszczeniami, ale tu naprawdę by się przydały. Za dużo faktów, przeskoków w fabule, brak ciągłości zdarzeń. Coś dzieje się na weselu Peleusa, za moment przenosimy się do Grecji, przychodzi na świat Achilles, który po chwili już jest dorosły i walczy z Hektorem. Dziecko czuje się jak w jaskini wypełnionej potworami. Ciągle ktoś ginie, ktoś walczy, nie wiadomo o co chodzi. A można było opuścić kilka wątków i skupić się na jednym. Małemu czytelnikowi nie potrzeba aż tylu faktów – pozna je w szkole. Zresztą w czwartej klasie (mając dziesięć lat) dowiaduje się tylko, że była wojna trojańska, był koń, Helena i Achilles. Z czasem i tę wiedzę poszerzy. Tymczasem tu dostaje niemalże wszystko w ogromnym natłoku. Zniechęcenie na twarzy, trudności z przeczytaniem długich greckich imion i brak wynikania z siebie wydarzeń. A szkoda, bo zapowiadało się bardzo interesująco.

© Katarzyna Krzan
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci